Aleksander Szumański
Korespondencja z Krakowa
SALONOWI LITERACI
Z HAŃBĄ
DOMOWĄ I AGENTURĄ W TLE

Założycielem
Związku Zawodowego Literatów Polskich był
Stefan Żeromski, pseudonim Maurycy Zych, Józef Katerla /1864 +
1925 / organizator polskiej władzy państwowej na Podhalu jako prezydent tzw.
Republiki Zakopiańskiej; 1920 współtwórca i pierwszy prezes Związku Zawodowego
Literatów Polskich; 1924 założyciel oddziału polskiego Pen Clubu; jeden z
największych twórców prozy polskiej, patriota, społecznik i moralista, zarazem
znawca urody i pełni życia; w opowiadaniach i powieściach wyrażający ostry
protest przeciw krzywdzie społecznej i zacofaniu cywilizacyjnemu ludu.
ZZLP od
1935 roku stanowił już jednolity związek posiadający oddziały terenowe. Reaktywowany
w roku 1944, w 1949 roku zmienił nazwę na Związek
Literatów Polskich.
Natychmiast
ze związku twórczego stał się stowarzyszeniem politycznym, nad którym nadzór
sprawował towarzysz Jerzy Putrament /sekretarz generalny i
v-ce przewodniczący Zarządu Głównego ZLP/, przy współudziale Wandy Wasilewskiej i Julii Brystygierowej /pułkownik NKWD
zwana „Krwawą Luną”/.
/Pierwszym
prezesem ZLP został na jeden rok Julian Przyboś, a
potem przez 35 lat prezesurę sprawował Jarosław
Iwaszkiewicz /1945 – 1980/. Ten wytrawny ideolog partyjny znany jest z
namiętnych pocałunków z Leonidem Breżniewem. Leopold Tyrmand w „Dzienniku
-2-
„Globtrotter, pederasta, stalinowiec, dyplomata, smakosz, poeta i pionek”.
W 1964
roku z okazji 70 urodzin otrzymał on z rąk Przewodniczącego Rady Państwa
Aleksandra Zawadzkiego Order Budowniczego Polski Ludowej, by w 1970 roku
otrzymać Międzynarodową Nagrodę Leninowską – „Za utrwalanie pokoju między narodami”.
W
poemacie „Caryca i zwierciadło” opozycyjny satyryk
Janusz Szpotański nawiązał do słynnych Breżniewowskich pocałunków:
De Gaulle, sklierotik i starik
I ja jewo pocałowała.
On potom prosto dostal tik,
Ach, on formalno popadł w trans,
On przestał bredzić o belle France
Ach, Leonida, ty mnie lub,
Dla ciebie cały zapad broszę
Tolko mnie jeszcze całuj proszę!
A potem Pompidou, a Brandt,
A nawet chitry, miełkij frant,
poet iz Polszy – Iwaszkiewicz
gdy tolko pili ust mych
miód,
woleli, że to istny cud,
kto go nie zaznał, ten nic
nie wie.
-3-
Sylwetkę
tego prezesa najdobitniej scharakteryzował Marian Hemar:
„…..Cóż za szmata
Pod pozorami literata.
Były frankofil i angliofil /…/
I były sanacyjny cwaniak,
Pan-europejczyk i Pen-klubczyk,
Przechrzta co
tydzień, na wyścigi
Co z wszystkich sobie wziął religii
Jedną religię: Oportunizm –
Dziś się obrzezał na komunizm.
Związek
Literatów Polskich funkcjonował więc z przerwami
spowodowanymi m. in. stanem wojennym, aby w 1989 rozpaść się na dwa związki, a
to Stowarzyszenie Pisarzy Polskich i Związek Literatów
Polskich.
Należy
więc
przypomnieć co wydarzyło się w kulturze polskiej w latach zniewolenia
komunistycznego. Pisarze polscy byli ubezwłasnowolnieni, ponieważ wydawać mogli
w tym okresie jedynie poprzez ZLP, posługującym się różnymi podległymi sobie
wydawnictwami.
Tego żmudnego dzieła podjęła się w niebywałym trudzie polska eseistka,
reportażystka i dziennikarka Joanna Siedlecka w swoim dziele „Obława” / losy
pisarzy represjonowanych/.
Joanna Siedlecka od
2000 roku jest wykładowcą w Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. M. Wańkowicza w
Warszawia. Członkini Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Stowarzyszenia Wolnego
Słowa.
-4-
Nader
interesującą recenzję tej liczącej ponad 430 stron książki napisał Marcin Hałaś poeta, prozaik, krytyk literacki,
dziennikarz, członek Katowickiego Oddziału Związku Literatów Polskich.
„ Joanna Siedlecka jest
reporterką niepokorną. Wystarczy wspomnieć jak relacjonowała postawę Zbigniewa Herberta w ostatnich latach życia i
demaskowała wstrętne imputowanie mu choroby psychicznej jako motoru
postępowania. Ta publikacja nie mogłaby powstać nie tylko bez pracy autorki,
ale również bez ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej,
która umożliwiła wgląd w akta peerelowskiej bezpieki.
W
Związku Sowieckim unicestwiono kwiat niepokornych pisarzy – rozstrzelano Babla,
Pilniaka, Gumiłowa, Klujewa, w więziennej psychuszce zginął poeta Charm, w
łagrze zgnił Mandelsztam.
A jak
było w Polsce? Naszych pisarzy sowieci też mordowali – w Katyniu zginęli
Władysław Sebyła i Lech Piwowar. Do więzienia trafili nie tylko Jerzy Braun i
Janusz Szpotański, ale także sam Melchior Wańkowicz. W swojej książce Joanna
Siedlecka przedstawia sylwetki 13 pisarzy poddawanych represjom w latach 1945 -
1989; Wojciecha Bąka, Jerzego Brauna, Stefana Łosia, Władysława Grabskiego,
Heleny Zakrzewskiej, Jerzego Szaniawskiego, Jerzego Kornackiego, Jerzego
Zawieyskiego, Melchiora Wańkowicza, Januarego Grzędzińskiego, Pawła Jasienicy,
Ireneusza Iredyńskiego i Jacka Berezina. Do tego grona należy dopisać Kazimierę
Iłłakowiczównę. A jeśli już o życiu mowa – autorka w dość przekonywający sposób
relacjonuje hipotezę, według której to nie samobójczy skok z okna
ale wyrzucenie z niego przez „nieznanych sprawców” było przyczyną
śmierci Jerzego Zawieyskiego”.
-5-
Zwróćmy
uwagę na najbardziej chyba dramatyczny wniosek wypływający z „Obławy”: w stosunku do znacznej części jej bohaterów
możemy mówić o zwycięstwie ich prześladowców z komunistycznej bezpieki. Jej
funkcjonariusze chcieli bowiem wykreślić ich twórczość
z polskiej świadomości i właściwie im się to udało.
„Obława” Joanny Siedleckiej to
świadectwo, dzięki któremu mamy szansę poszerzyć pamięć o niepokornych wilkach
naszej literatury.
Joanna Siedlecka,
odsłaniając prawdę, stała się obiektem ataków określonych kół literackich, lub
literacko-podobnych.
W kwietniu b.r. Telewizja Polska emitowała film dokumentalny z serii
„Errata do biografii”, tym razem dotyczący Jerzego Putramenta agenta NKWD
działającego w Polsce jeszcze przed 1939 rokiem, jak również w czasach PRL,
wieloletniego sekretarza generalnego i v-ce prezesa ZG Związku Literatów
Polskich. Ów film, reżyserii Andrzeja Gajewskiego oparty na materiałach
archiwalnych, jak również na treści artykułu „Upadek nagrody Nobla z hańbą
domową i ubekami w tle”, /”Kurier Codzienny” Chicago 3-5 marca 2006 –autor
Aleksander Szumański/ przypomniał telewidzom rolę jaką
w PRL odgrywał Związek Literatów Polskich. Tę prawdę dokumentuje w swojej
książce „Obława” Joanna Siedlecka w sposób źródłowy.
W
wywiadzie „Tropię wielkość i małość polskich pisarzy” /”Dziennik” 19.01.07/
Joanna Siedlecka donosi, że zburzyła białą, heroiczną legendę Związku Literatów
Polskich. Nie tylko SB niszczyła pisarzy. Pomagały jej w tym zarządy główne, establishment który eliminował niepokornych.
-6-
„Obława”
jak i ów wywiad spowodowały frontalne ataki na pisarkę kół o
których wspomniałem.
Są to
bez wątpienia te same pisarskie nie pisarskie kręgi postkomunistyczne, które
przed przystąpieniem do ataków na patriotyczną pisarkę powinny się poddać
honorowej literackiej lustracji dla oczyszczenia zarzutów współpracy ze Służbą
Bezpieczeństwa PRL, tymbardziej, iż wiele nazwisk członków ZLP znajduje się na
liście Wildsteina dostępnej przecież w Internecie.
Samolustracji
honorowej powinne się poddać również te osoby do dzisiaj zarządzające polską
kulturą, jak np. samorządowcy, dyrektorzy wydziałów kultury, czy też t.zw. ŚOK
/ Śródmiejski Ośrodek Kultury/.
„Siedlecka
zhańbiła zmarłych kolegów” brzmi jeden z zarzutów. Pisarka odpowiada na łamach
„Dziennika” /31.01.2007/ na owe zarzuty:
„To
demagogiczne argumenty. Nie stosuję zasady odpowiedzialności zbiorowej.
Mówiąc
po prostu o swojej ostatniej książce „Obława” o losach pisarzy represjonowanych
przypominałam, że zwłaszcza w latach 50 i 60 gdy związkowa opozycja prawie nie
istniała, konformistyczne władze ZLP nie broniły atakowanych przez władze
swoich członków. Wyrzucały ich na ogół z ZLP co
spotkało m.inn. Jerzego Brauna, Władysława Grabskiego, Wojciecha Bąka, Jerzego
Kornackiego, Ireneusza Iredyńskiego. Milczały, gdy zaganiano do „psychuszki”
Bąka i Grzędzińskiego, wsadzano do więzienia Brauna, Kornackiego, Wańkowicza,
Iredyńskiego. Członkowie sądów koleżeńskich ZLP „sądzili” oskarżonego o współpracę
z londyńskimi „Wiadomościami” starego Jana Nepomucena Millera i Władysława
Grabskiego za „paszkwil” o Gałczyńskim. Grube związkowe ryby, jak Kazimierz
Koźniewski, czy Andrzej Szczypiorski współpracujący z SB, donosili na kolegów.
-7-
Moi
polemiści, zamiast przełknąć gorzkie fakty, zatupują je, przypominając
demagogicznie, że we władzach był Herbert i Szczepański, a sam Związek rozwiązano
w stanie wojennym. To prawda, choć władzę trzymał tu także Putrament, Lenart,
Broniewska i Stanisław Ryszard Dobrowolski. Miał Związek karty piękne, ale też
i mniej budujące, a naszą powinnością jest ich poznawanie, a nie „krzepienie
serc” Herbertem i podtrzymywaniem źle pojętej korporacyjnej solidarności,
sprzecznej z poszukiwaniem prawdy. Tym bardziej, że peerelowski ZL, był
organizacją zniewolona podwójnie, bo kontrolowaną nie tylko przez finansującą
go partię, ale też infiltrowaną i sterowaną przez SB….Dyskusja o roli i
prawdziwej historii peerelowskiego ZLP wybuchnie jeszcze nie raz, bo otwierają
się wreszcie zamknięte niegdyś archiwa, wypływają nowe fakty….”
Siedlecka
sama zresztą deklaruje, że za swoją misję uważa: „Przypominanie,
bo komunizm był również zacieraniem śladów,
n i e p a m i ę c i ą.
Zbaletowany – Ireneusz Iredyński w materiałach służby bezpieczeństwa
18 grudnia 1965 roku„Życie Warszawy” zawiadomiło o wszczęciu
dochodzenia przeciwko pisarzowi Ireneuszowi I. /lat
27/ i Edwardowi B. /lat 30/, reżyserowi, którzy usiłowali przy użyciu siły
fizycznej dokonać gwałtu na 19-letniej dziewczynie. Pokrzywdzonej udało się
zbiec.
-8-
Rozprawa odbyła się ekspresowo w trybie doraźnym,
zakończona wyrokiem skazującym na 3 lata. Ireneusz Iredyński /właściwe nazwisko
Ireneusz Kapusto/ był jednym z najzdolniejszych pisarzy i dramaturgów swojego
pokolenia, najbardziej oryginalnym młodym gniewnym debiutującym po Październiku.
Choć jego – jak mawiał – „działalność jebalnicza” i
„alkoholowe rekolekcje” nie były niespodzianką, środowisko od razu wiedziało, że
go wrobiono i podsunięto mu panienkę. Ściągnął bowiem na siebie gniew towarzysza
Wiesława, ślusarza z zawodu, pełnego kompleksów wobec pisarzy, który -
wybierając Iredyńskiego – chciał ukarać młodych i zbuntowanych.
Władysław Gomułka
zaatakował Iredyńskiego ostro i po nazwisku podczas dwóch oficjalnych wystąpień
– obrad XIII Plenum KC PZPR w lipcu 1963 roku.
Ten człowiek żyje tak jak pisze – wrzeszczał, wymachując
i waląc z wściekłością o mównicę „Dniem oszusta”. To
był wyrok.
SB założyła Iredyńskiemu teczkę o kryptonimie „Kuba”,
odtajnioną przez IPN. Wynika z niej, że Iredyński
„pozostawał w zainteresowaniu” organów już od roku 1958. Usiłowano go wikłać w
różne sprawy przestępstw pospolitych łącznie z zabójstwem.
Usiłowano również wykorzystać znajomości Iredyńskiego z
innych kręgów niż literackie – „wicechujów” – jak ich nazywał.
Notowany był jako alkoholik i awanturnik, hazardzista,
uchylający się od służby wojskowej. Obracający się w kręgach hrabiowskiej
rodziny Zamoyskich, chcąc im zaimponować pozycją literata. Spowodował wiele
awantur chuligańskich, m.in. w kawiarni ZLP. Zawieszony przez Związek
Literatów.
-9-
Wobec Iredyńskiego prowadzono m.in. sprawę o usiłowanie dokonania gwałtu
na Kalinie Jedrusik. Niewątpliwie bezpiece chodziło tu o materiały przeciwko
Kalinie Jędrusik, znajdującej się w „operacyjnym zainteresowaniu organów”.
Za śmiały, głęboki dekolt, medalik z krzyżykiem i
roztaczaną wokół siebie atmosferę erotyzmu – zarzuty Zofii Gomułkowej. Był
autorem wielu lirycznych piosenek, m.in. „Moja miła, moja cicha, moja śliczna”,
„Wieczory niekochanych”.
Sprawę Iredyńskiego dla zwiększenia efektu omawiano
szeroko razem z procesami zbirów, sprawców zbiorowych gwałtów, operujących
nożem i kastetem, maltretujących fizycznie swoje ofiary, zarażających je
wenerycznie.
Został wykluczony z ZLP decyzją sądu koleżeńskiego pod
przewodnictwem Ireny Krzywickiej, wieloletniej przyjaciółki Władysława Boya –
Żeleńskiego i presją wywieraną przez wszechwładnego sekretarza generalnego
Związku Literatów Polskich Jerzego Putramenta.
Iredyński stał się bolszewickim symbolem moralnego
zepsucia artystów. Natychmiast po areszowaniu Iredyńskiego rozpoczęto
inwigilację środowiska artstycznego. Uruchomiono liczne „osobowe żródła
informacji” m.in. z niezawodną TW „Ewą”, która donosiła nie tylko na swojego
męża Pawła Jasienicę. Zadręczony przez bezpiekę zmarł 9 grudnia 1985 roku w
wieku zaledwie 46 lat, zostawiając dorobek imponujący – wiele dramatów,
powieści, wierszy, słuchowisk radiowych.
-10-
Inna
ofiara Marca 1968: Jerzy Zawieyski. „Nie możemy wykluczyć, że został
zamordowany. Władza komunistyczna potrafiła bowiem
obsypywać twórców dobrami i zaszczytami, jak może żadna inna. Wszelako
potrafiła też ich tak skrzywdzić i niszczyć, jak żadna inna”. / Profesor Jerzy
Eisler, historyk IPN, oraz Instytutu Historii PAN/.
Jerzy
Zawieyski nie przeszedł do historii dzięki swej twórczości dziś już martwej i
nieistniejącej, ale samotnej, dramatycznej mowie wygłoszonej w Sejmie 10
kwietnia 1968 roku, po wydarzeniach marcowych, w której stanął w obronie
atakowanej przez władze interpelacji katolickiego koła „Znak”, protestującej
przeciwko pałkom i represjom wobec studentów oraz intelektualistów, polityce
kulturalnej władz, a szczególnie zdjęcia „Dziadów” w
reżyserii Dejmka. Wystąpienie Jerzego Zawieyskiego odbyło się w atmosferze
linczu, seansu nienawiści – gwizdów, obelg, walenia w pulpity i tupania posłów
z PZPR i ZSL.
Podobnej
orgii chamstwa, zlośliwości, wulgarności wrzasków z sali i galerii nie było w
Sejmie od czasu, gdy posłowie niszczyli Mikołajczyka i jego kolegów –
komentował Andrzej Friszke.
Zdjęto
natychmiast grany w „Ateneum” dramat Zawieyskiego „Idziemy do wujka”, cenzura
zatrzymała w „Twórczości” druk opowiadania „Pomiędzy plewą i manną”, a także
poświęconą mu pierwszą biografią.
Rozstrzęsiony,
załamany, opuszczony przez wszystkich, nawet przez koło poselskie „Znak” doznał
wylewu krwi do mózgu, był sparaliżowany i utracił mowę.
-11-
Przebywał
w klinice rządowej Ministerstwa Zdrowia przy ul. Emilii Plater. Po dwóch
miesiącach pobytu w klinice w niejasnych okoliczościach wypadł, wyskoczył, czy
też został wyrzucony z okna czwartego piętra, ponosząc śmierć na miejscu.
/właściwe nazwisko Leon Lech Beynar/
Dostał
się w łapy bezpieki w czerwcu 1948 roku, gdy wpadł w Krakowie w kocioł i został
aresztowany. Był żołnierzem słynnej V Brygady Wileńskiej AK, a później –
adiutantem oddziału zbrojnego majora Zygmunta Szendzielarza, pseudonim
„Łupaszko”. Po uwolnieniu bezpieka nadała sprawie kryptonim „Kołodziej”,
pozostal więc nadal „w zainteresowaniu” bezpieki. Autor „Polski Piastów”,
„Polski Jagiellonów”, „Rzeczpospolitej Obojga Narodów” do śmierci prześladowany
był przez SB. Niejednokrotnie dawał wyraz swemu oburzeniu na niszczenie
polskiej kultury przez władze sowieckie. Dzięki raportom SB ocalały też
fragmenty jego „wrogich” wypowiedzi w Klubie Krzywego Koła.
Twierdził,
iż losy II wojny światowej potoczyłyby się inaczej, gdyby ZSRR 17 września 1939
roku nie wkroczył na ziemie polskie. Stał się więc
jako pisarz niebezpieczny dla władzy ludowej. M.in. założono mu podsłuch
telefoniczny tzw. PT i podsunięto TW o pseudonimie „Ewa”, która go omotała w
taki sposób, iż ku zdziwieniu samej bezpieki została jego żoną. TW „Ewa”
dokonała dzieła i swoją skrupulatnością w donosach zniszczyła całkowicie Pawła
Jasienicę. Zakazano publikacji jego dzieł, usunięto z ZLP.
-12-
Zmaltretowany
zmarł 1 sierpnia 1970 roku w wieku 61 lat, dwa lata po skazaniu go na śmierć
cywilną.
Po 1989
roku nie reaktywowano Związku Zawodowego Literatów Polskich. W środowisku
literackim powstał rozłam i jak wspomniałem powołano Stowarzyszenie Pisarzy
Polskich, równolegle z działającym ZLP.
ZLP
jest kontynuacją reaktywowanego w Lublinie w 1944 związku twórczego.
Nie
zadano sobie nawet trudu w zmianie statutu, który w istocie nie reguluje niczego.
Regulację
prawną Związku Literatów Polskich przejęła ustawa „Prawo o stowarzyszeniach” z
dnia 7 kwietnia 1989 roku.
W
sprawach szczególnych decydują Wydziały Spraw Społecznych urzędów miejskich.
Zarząd
Główny Związku Literatów Polskich nie posiada żadnego autorytetu w środowisku
osób piszących, skoro nawet w ocenie Urzędu Miasta
Stołecznego Warszawy jest komunistycznym związkiem.
Tym stwierdzeniem władze miasta Warszawy uzasadniły odmowę patronowania
t.zw. „Warszawskiej Jesieni Poetyckiej” w roku ubiegłym.
14
grudnia 2003 roku odbył się w Warszawie XXVII Walny Zjazd ZLP. Niezwykle
żałosny.
-13-
W
czasie obrad mowa była wyłącznie o pieniądzach, nie precyzując celu wydatków,
oraz o t.zw. „rozróbkach” w Krakowskim Oddziale Związku Literatów Polskich,
dalej KO ZLP, o czym poniżej.
Ze strony rządowej udział wziął towarzysz Longin Pastusiak /SLD/ wówczas
jeszcze v-ce Marszałek Senatu,
obecny TW ksywa „Wilman”. Zniechęcony tematem i odorem zabierających głos w dyskusji szybko opuścił
obrady. I rzeczywiście, gdyby ktoś nie wiedział, że obradują literaci, to
spostrzeżenia mógł mieć różne, porównawcze, np. do związku zawodowego
dozorców - w dół, nie obrażając dozorców.
Na mównicę
wkraczali niechlujnie ubrani osobnicy, niejednokrotnie
ledwie trzymający się na nogach. Jak jeden mąż z satysfakcją i fałszywie
informowali o rzekomym rozpadzie Krakowskiego Oddziału ZLP i ustąpieniu prezesa Konrada Strzelewicza.
Natomiast
X tom almanachu
Związku Literatów Polskich „Proza, proza, proza” wyd. 2004 r. str. 603 podaje: „zjazd po dziadowsku zorganizowany przez postpeerelowskie
sieroty literackie. A działo się niedobrze. Wkrótce się okazało, że
trzeba zmienić ledwo trzymającego się na nogach prowadzącego obrady. Bajzel – Zjazd opanował dopiero L.Ż. Ale
na zakończenie znowu wpadka. A teraz idźcie się nachlać do sekretariatu –
oznajmił wytwornie poeta Krzysztof Gąsiorowski. Kto posłuchał odszedł
zawiedziony, bowiem gorzały już nie było, wypito ją przed czasem”.
Gdy opowiadano z mównicy o skandalach w krakowskim światku literackim, nie
zdawano sobie sprawy, że właściwie mowa jest o półświatku.
-14-
Jakżesz można nazwać inaczej „światowe” zachowanie „literackie”
samozwańczego prezesa KO ZLP niejakiego Szczęsnego Wrońskiego,
spełnionego grafomana, natomiast niespełnionego aktora, cenzora ZLP,
który przy ogólnym aplauzie grafomańskiej pseudopubliki, na poetyckim spotkaniu
publicznym w sali liczącej bez mała 200 osób wygłosił utwór własny o
„kutasie najlepiej stojącym w godzinach
porannych”.
Nic
tylko wyć ze śmiechu z bajzel – wiersza prezesa KO ZLP
Szczęsnego Wrońskiego.
W
rzeczonym już X tomie ZLP możemy przeczytać i inne scenki rodzajowe z
krakowskiego podwórka np. „Kto mówi, że nie ma w
Polsce cenzury?”
„Jest z
całą pewnością, ale rozproszona. Dobrowolnie w imię swoich interesów podejmują
się cenzurowania jacyś
czwartorzędni notable, pismacy, gnidy dziennikarskie, w postaci
Szczęsnego Wrońskiego, Waldemara Kani /ostatniego cenzora PRL/, Jacka Kajtocha
wyrzuconego z UJ za plagiaty, obecnego v-ce prezesa ZG ZLP, Jerzego Illga
naczelnego redaktora wydawnictwa „Znak” wydalonego z UJ za plagiat wlasnej
pracy doktorskiej, Anny Kajtochowej członka ZG ZLP, grafomanki, naciągarki
debiutujących poetów po 300 zł jak leci, skompromitowanej w działalności
związkowej, o czym za chwilę, czy Lidii Żukowskiej
członka ZG ZLP , bezczelnej bizneswoman, czołowej grafomanki,
pseudo poetki straszącej porządnych ludzi sądem koleżeńskim, w stylu Jerzego
Putramenta, żądającej publicznych przeprosin antypolskich pismaków.
Co się
w tym krakowsko – warszawskim grajdole literackim zaczęło dziać
gdy wrócili na literackie kanapy nie ci co potrzeba?
-15-
Byli
towarzysze w dalszym ciągu mają się dobrze i zamordyzm literacki chcieliby
kontynuować.”
„16
marca 2005. Prezes Bronowickiego Kola Przyjaciół Sztuk Wszelkich Pani Krystyna
Krajka.
Proszę
o skreślenie mnie z listy czlonków „Bronowickiego Koła Przyjaciół Sztuk
Wszelkich”. Wystąpienie moje ze Stowarzyszenia stanowi protest przeciwko dyscyplinarnemu
zwolnieniu z szeregów Koła kol. Heleny Łąckiej. Stara kobieta – zasłużona dla
M. Krakowa – lekarz społecznik, malarka, pisarka, izraelitka, bohaterska
uciekinierka z krakowskiego getta, arbitralną decyzją dwóch członków Zarządu
Koła w tym prezes p. Krystyny Krajki została dyscyplinarnie zwolniona.
Zwolnienie tej starej, ciężko chorej kobiety uważam za szykanę moralną,
społeczno polityczną i narodowościową.
W tak
pohańbionym gronie nie mogę i nie chcę przebywać. Przypominam, iż
Stowarzyszenie istnieje dzięki dotacjom Urzędu M. Krakowa i nikt z organów
nadzorujących i finansujących działalność „Bronowickiego Koła” nie zajął
należnego stanowiska w tej złośliwie – ohydnej i wyjątkowej sprawie. /„Dyscyplinarka” p.
Heleny Łąckiej została zainspirowana przez znanych antysemitów prezes
„Zwierzynieckiego Koła Przyjaciół Sztuk Wszelkich – Barbarę Dzikiewicz –
Obrąpalską i czlonka Zarządu Antoniego Kawałko/. c.d. pisma: Protestem obejmuję również zamieszczenie w „Albumie – Sympozjum –
Narodowa Sztuka Polska” Kraków 2003 bez mojej wiedzy i zgody utworów mojego
autorstwa w formie przyklejonych wydruków z błędami autorskimi i
frazeologicznymi. Proszę o odczytanie tego pisma w czasie Walnego Zebrania
członków w dniu 31 marca 2005 roku.
-16-
Podpisał
członek KO ZLP /nazwisko znane redakcji/. Dyrektor Wydziału Kultury U.M. w
Krakowie Stanisław Dziedzic na liczne interwencyjne telefony w tej sprawie
odpowiedział, że go to nic nie obchodzi.
Prasa
polonijna, również „Kurier Codzienny” Chicago donosiły o różnych wydarzeniach w
krakowskim środowisku literackim nazywanych „awanturą literacką”. Wydarzenia
owe i ich skutki przypomnę w skrócie.
W VIII
tomie almanachu Związku Literatów Polskich z 2002 roku prezes KO ZLP Konrad
Strzelewicz pomieścił
esej „Hańba domowa”.
W
opracowaniu owym z literackim temperamentem i swadą opisał wydarzenia, które
zaszły w środowisku literackim w roku 1953 . A były to
wydarzenia niebagatelne, skoro w toczącym się wówczas procesie t.zw. „Kurii krakowskiej”
zapadły 3 wyroki śmierci i skazania na wieloletnie więzienie osób duchownych i
świeckich.
Ogromne
tytuły na pierwszych stronach gazet informowały o osądzeniu „bandy szpiegów
wywiadu amerykańskiego” i „aferze szpiegowskiej w Kurii krakowskiej”.
Proces
ten był kolejnym krokiem komunistów w rozprawie z Kościołem katolickim, ktorej
apogeum nastąpiło kilka miesięcy później, gdy we wrześniu 1953 roku skazano
kieleckiego biskupa ks. Czesława Kaczmarka i uwięziono Prymasa Polski Stefana
Wyszyńskiego.
Mimo,
iż na ławie oskarżonych zasiadło siedem osób, w tym czterech duchownych, a
sposród nich dwóch notariuszy Kurii Krakowskiej, to rozprawę określano mianem
„procesu Kurii krakowskiej”. Właśnie ta instytucja i zmarły latem 1951 roku,
Książę Niezłomny – ks. kard. Adam Sapieha, byli głównym celem propagandowej
kampanii, mającej skompromitować i zohydzić w oczach społeczeństwa Kościół
katolicki.
-17-
Władzom
komunistycznym w Polsce dopomogło w tych zamierzeniach i celach 53 literatów KO
ZLP podpisując haniebną rezolucję:
„ o
bezwzględnym potępieniu dla zdrajców Ojczyzny….którzy uprawiali za amerykańskie
pieniądze – szpiegostwo i dywersję”….
Wśród
sygnatariuszy owej rezolucji m.in. znalazła się Wisława Szymborska, jej dwóch
byłych mężów, oraz Sławomir Mrożek.
Nie
zgadzam się z krytykami, którzy przedstawiają ich jako ludzi zniewolonych i
zastraszonych. Jest to właśnie jedna z konsekwencji prezentestycznego,
ahistorycznego myślenia, charakterystycznej cechy kultury masowej.
Wystąpienie
do władz Krakowa mgr Jerzego Korzenia prezesa Towarzystwa Pamięci Narodowej im.
Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego o odebranie honorowego
obywatelstwa Wisławie Szymborskiej stanowiło odzew literacki Konrada Strzelewicza
„Hańba domowa”.
I
zaczęło się. Na wszystkie możliwe strony, we wszystkich serwilistycznych
mediach zaatakowano Strzelewicza. Metodami ogólnie znanymi. Naturalnie użyto
salonowej maczugi „antysemityzmu”.
Dzisiejszy
naczelny redaktor miesięcznika „Kraków” – tuby krakowskiej lewicy/ już
skompromitowany powiązaniami z SB, działacz partyjny/ – Jan Pieszczachowicz na
łamach „Polityki” żądał zastrzelenia autora „Hańby domowej” z dwururki.
Aby
całą sprawę zilustrować medialnie, to na znak protestu przeciw „Hańbie domowej’
z KO ZLP wystąpilo 15 literatów, w tym 6 z listy Wildsteina i jeden z listy
Macierewicza, profesor UJ od antyku, który jako komunistyczny Minister Kultury
wsławił się na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem pochówkiem 22 letniego kozaka jako
Stanisława Ignacego Witkiewicza, wystawiając kozakowi iście kasztelański
pogrzeb.
-18-
Pan
profesor Aleksander Krawczuk, bo o nim tu mowa, nie chce zasiadać w jednym
związku z członkami nie komunistami !!! Tak oświadczył
publicznie, poparł go pisemnie samozwańczy prezes KO ZLP Szczęsny Wroński na
zebraniu sprawozdawczo – wyborczym w firmowym salonie „Zaułek”.
Zebranie
owo zwołano przez Annę Kajtochową niezgodnie z ustawą „Prawo o
stowarzyszeniach”. Wybrano na tym zebraniu prezesem KO ZLP Szczęsnego
Wrońskiego, z towarzyszeniem prasy, radia i telewizji nie odwołując
poprzedniego Prezesa, Zarządu i jego Komisji Rewizyjnej. W czasie zebrania
chodzili po sali członkowie, którzy ustąpili na znak protestu i kolportowali
poetyckie teksty rzekomo pióra Konrada Strzelewicza w rodzaju „ch… wam w d…”,
„ja was p…”, lub wy sk…syny”.
W
Prezydium zasiedli pokładający się ze śmiechu: prezes ZG ZLP Marek
Wawrzkiewicz, lekko podpity, v-ce prezes ZG ZLP Jacek Kajtoch usunięty
dyscyplinarnie z UJ za plagiaty historyków dot. twórczości Józefa Ignacego
Kraszewskiego, jego malżonka Anna Kajtochowa udzielająca gościny nielegalnemu
Zjazdowi, prokurator krajowy /!!!/ Joanna Krupińska – Trzebiatowska, oraz
plagiator doktoratu na UJ / wyrzucony razem z Jackiem Kajtochem z UJ/ Jerzy
Illg – obecny naczelny wydawnictwa „Znak”, redaktor szmirowatego antypolskiego
„Strachu” Jana Tomasza Grossa.
-19-
Expose’
chwiejącego się na nogach Marka Wawrzkiewicza dotyczyło wyłącznie wysokości
składek członkowskich, ponieważ obecnie pobierane nie wystarczą nawet na pół
basa, jak się wytwornie wyraził p. prezes ZG, były wieloletni korespondent
„Trybuny Ludu’ w Moskwie nad którego biurkiem w Warszawie wisi ogromny portret
Jaroslawa Iwaszkiewicza /współpracownika Jerzego Putramenta/ za prezesury którego dochodziło do mordów
politycznych pisarzy opisanych przez Joannę Siedlecką w „Oblawie”.
Następnie
nowo wybrany prezes KO ZLP Szczęsny Wroński rozwiązał bez podania przyczyny
ambitne Koło Młodych z podkrakowskich Myślenic, na ich miejsce przyjął
kilkanaście grafomanek, aby nie miały konkurencji.
Urządził
Szczęsny Wroński „Noc poetów”, uprzednio cenzurując almanach poetycki i nie
wydrukował wierszy wybitnej poetki Justyny Trembeckiej traktujących o
antypolskiej twórczości Czesława Miłosza.
Na
scenie umieścił klęcznik, aby poetka się ukajała za zbrodnie antymiłoszowe. Do
prezentacji wierszy nie doszło, ale doszło do skandalu, o którym wyżej.
Doszło
również do odwołania pana prezesa Szczęsnego Wrońskiego przez Wydział Spraw
Społecznych Urzędu Miasta Krakowa, jako powołanego przez panią Annę Kajtochową,
która nie posiada takich uprawnień z mocy ustawy „Prawo o stowarzyszeniach”.
Aby
skandali nie było za mało do kolekcji należy dodać sprawozdanie z XXVIII Zjazdu
ZG ZLP, który toczył owocne obrady w maju 2007 roku.
-20-
Na
wstępie obrad v-ce prezes ZG ZLP Jacek Kajtoch zażądał postawienia przed sądem
koleżeńskim niezdyscyplinowanych ideologicznie członków KO ZLP w tym prezesa
Konrada Strzelewicza i usunięcia ich ze związku. Następnie przyjął Jacek
Kajtoch z rąk prezesa
ZG ZLP nagrodę w postaci sfinansowaniu mu wycieczki do Chin
Ludowych za rozwalenie KO ZLP.
Po czym
Zjazd powołał do życia uchwałą, de novo, ten sam KO ZLP uprzednio rozwiązany
przez Wydział Spraw Społecznych Urzędu Miasta Krakowa z tym samym prezesem i
zarządem nie odwołując istniejącego KO ZLP z prezesem Konradem
Strzelewiczem, ponieważ nie posiadał takich uprawnień.
Tak
więc od
maja 2007 roku w Krakowie istnieją dwa KO ZLP, dwie Komisje Rewizyjne, dwa Sądy
Koleżeńskie etc.
Osiemdziesięciu
członków liczy „stary związek”, „nowy” posiada dwudziestu członków, którzy
podpisali „lojalkę” prezesowi Szczęsnemu Wrońskiemu.
Obrady
Zjazdu toczyly się w taki sposób, gdy wybierano czlonków Zarządu Głównego
wydano delegatom po 4 karty do głosowania /słownie cztery /sic!/, w dodatku nieostemplowane świstki papieru.
Następnie
w protokole komisji skrutacyjnej nie znalazła się podstawowa informacja ile
wydano kart do glosowania. Czyli innymi słowy karty do głosowania wrzucano do
czapki na gruszki.
Zjazd został więc „odbębniony”, bez udziału prawnika i wypadki potoczyły
się po myśli organizatorów i zapewne większości uczestników.
Do Zarządu
wybrano kogo zamierzano, prezesem przed Zjazdem został
Marek Wawrzkiewicz. Rozwój wydarzeń okazał się jednak zaskakujący.
-21-
Pytanie,
aby wytłumaczono kwestię niepokojącej liczby członków ZLP prominentnych pisarzy
na liście Wildsteina, albo wprost, czy p. Leszek Żuliński dziennikarz „Trybuny’
był tajnym i świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL zostało
przez prowadzącego obrady Grzegorza Wiśniewskiego uchylone i …zakazał
Żulińskiemu na nie odpowiadać.
Nikt z
delegatów nie protestował, należy więc uznać, że wobec
problemu wiarygodności polskich pisarzy i czlonków ZG ZLP istnieje
jednomyślność polegająca na wsadzaniu strusia głowy nie w piasek, lecz w g…
Wniosek
jest oczywisty, w Zarządzie Głównym ZLP i nie tylko
tam zasiadają esbeccy kapusie.
Zaistniała
jeszcze jedna awantura literacka, znowu spowodowana oprotestowanym pochówkiem
Czesława Miłosza w Panteonie Narodowym Na Skałce.
Otóż X tom almanachu Związku
Literatów Polskich „Proza, proza, proza” z 2004 roku str. 578 pomieścił mój
wiersz „Epitafium dla Czesława Miłosza”. Awantura wybuchła nie tylko w kręgach
zbuntowanych literatów /KO ZLP/ gdzie kolportowano ów wiersz z odpowiednim
komentarzem, ale również medialnie w „Gazecie Wyborczej”.
Nie
rozumiem tylko dlaczego wmieszano do tej „afery” p.
prof. Czesława Dźwigaja. Odpowiedź moją na ten kolejny prowokacyjny skandal
Szanowni Czytelnicy mogą odnaleźć w moim tekście „Pomniki nie tylko
krakowskie”. /”Kurier Codzienny” Chicago 17 –19 sierpnia 2007/.
-22-
A oto
ów wiersz:
Epitafium dla Czesława Miłosza
Dwadzieścia
z górą lat minęło,
Gdy
naród dumnie w dal spozierał
Jednego
Nobla się przypięło,
Aby
komunę sponiewierał.
I godny
właśnie tego czynu
Pierś
swą wyprężył arcykapłan
Lud
znowu myślał o swym synu
Lud
myślał przyszedł nowy pan.
Szeptali
wszyscy wniebowzięci,
Szeptali
wszyscy – mój narodzie,
Po
śmierci będzie nowym świętym,
Aby nie
było jeszcze gorzej.
Lecz
gdy się naród wgłębił w pisma,
Wyszła
z ich treści prawda taka,
Że
Miłosz w swej twórczości wyznał
W dupie każdego mam Polaka.
-23-
Powiedział
także prawdę inną,
Polak
być musi tylko świnią.
Zbudował
nowe sanktuaria
W „Traktat
teologiczny” znane,
Że
Przenajświętsza Panna Maria
Pogańskim
bóstwem jest nam dana.
Stworzono
więc
koronkę śledzi,
A w
niej na czele cna Szymborska,
Wszyscy
krzyczeli na bok śledzie!
Bo
jedzie nowa Matka Boska.
A W.
Szymborska z tęgą miną
Rozpacza
wierszem za Stalinem.
Miłosz,
co nie jest takie głupie
Wisię
Szymborską miał też w dupie.
I gdy
uznano Wniebowziętą
Symbolem
owej cnej bogini,
Sponiewierano
Pannę Świetą
W nowej
pogańskiej jej świątyni.
-24-
I łzy
się lały mimochodem
Smutnym
wieczorem, aż do rana,
Szlochał
wraz z tłumem Zagajewski
I tulił
się do J. Barana.
Łkali
autorytetów święci
Chcieli
być również wniebowzięci:
Franciszek
Ziejka z rektoratem
I Marek
Belka z doktoratem
I Adam
Michnik, szumią gaje
Razem z
Urbanem „Nie” wydaje.
I ten
od wanny Michnikowski
/Reżyserował
Napiórkowski/
I pan
Dąbrowski już minister
Co od
kultury jest filister
I pan
dyrektor M. Grabowski
Co może
grywać ale w kości,
Lecz
myśli, że jest Melpomeną
Razem z
rabinem, lecz za sceną,
Jerzy
Adamik – wojewoda
I
Piotruś Boroń – jaka szkoda
-25-
/A szkoda bo go bardzo lubię/
Niech w
Wołowicach w nosie dłubie
Może
dodłubie się do tego
Gdy już
wywalą Dąbrowskiego
I pan
prezydent Lech Wałęsa
Co już
o Wajdzie film nakręca
/Bez
wizerunku Matki Boskiej/
I
przeuczciwy J. Majchrowski
Pieronek,
Życiński, Głódź od serca
Jeszcze
mi brakowało Paetza
Pochody
homo i lesbijek
/Mogą
mnie pocałować w kijek/
I były
premier Mazowiecki
Kościoła
skandal ksiądz Boniecki
Na
końcu Aleksander Fiut
Który
pogrzeby zna jak z nut
Razem z
imć panną Walasówną
Co z
siebie już zrobiła cudo
I różne
dostojności w kupie
Które
miał Miłosz wszystkie w dupie
Hurtem
płakali nad Litwinem
Co się
stał dzisiaj Skałki synem.
-26-
Macharski
postanowił z Belką
27
sierpnia uczcić święto,
Święto
kościelno – narodowe
Kto się
wychyli traci głowę
/Patrz
w rewolucji październikowej/
Każdego
roku demonstracja
Jak
żąda Polska demokracja.
Pisarzy
niepojęta siła
W dali
płakała ciszą zmiętą
Żurakowskiego
Bogusława
Miano
porównać z Panną Świętą.
Komu ta
rozpacz się należy?
Komu w
jawności łza intymna”
Tak
szlochał Fedorowicz Jerzy
I w
rozpacz strojna Anna Dymna.
Ze
wszystkich zaś lewackich muz
Najgłośniej
łkał Kazimierz Kutz.
A już
najbliżej Dostojności
Przebywał
prezydent Majchrowski
Co
tylko z kątka oka zbierał,
Co lud
uważa za ideał.
-27-
Lecz
pytam o to, jakim cudem
Prezydent
ma się liczyć z ludem?
I
dzwony już kościelne biją
I wieść
się niesie pośród gości,
Bo się
rymują z każdą chwilą
Franek
Macharski z Napiórkowskim
Co nie
jest tutaj godny wzmianki,
Tylko w
kołysce u swej niańki.
A skoro
twórczość „polskie świnie”
Na
Świętej Skałce pochowali.
To
wszyscy oni hańbę czynią
Bo też
się z równym swym zbratali.
/Mnie
Niemcy też w czterdziestym pierwszym
„Polnische
schweine” nazywali/.
I
ksiądz Fidelus i Życiński
Kapłan
Bielański, tłum gawiedzi
Małpami
zwani przez Miłosza
Bo w
każdym owa małpa siedzi.
I trwa
wspaniała defilada,
Ojciec
Bielański przed przeorem,
Rabin z
talmudem swoim gada,
A
wszyscy sa przed Panem Bogiem.
-29-
Dla
kogo smutne widowisko?
Dla
kogo idą psy na smyczy?
Dla
kogo, pytam, jakim prawem
W
kondukcie są Podhalańczycy?
Mrok
dziejów w Skałce już zapada,
Cóż,
głos Narodu się nie liczy,
Cisza
narasta, w cios się zbiera,
Zygmunta
Dzwon złowrogo milczy.
27 sierpnia 2004 roku w dniu pogrzebu
Czesława Miłosza
Aleksander Szumański