Prof. Iwo Cyprian Pogonowski
Degeneracja służby
zdrowia w USA
Smutna degeneracja służby zdrowia
w USA jest spowodowana motywem zysku, który jest podstawą medycyny
amerykańskiej. USA wydaje na służbę zdrowia najwięcej pieniędzy na świecie, ale
mimo tego wśród państw uprzemysłowionych zajmuje blisko 30 miejsce w ocenie
jakości opieki nad pacjentami, z których wielu przeżywa najgorsze chwile w
ostatnich dwu miesiącach życia, na dziale intensywnej opieki w szpitalu, gdzie
notorycznie zakaża się i podlega niekończącym się zabiegom diagnostycznym oraz
sztucznemu odżywianiu.
Dzieje się tak mimo wielkich
osiągnięć w technologii diagnostycznej i farmakologii w USA. Smutny ten temat
był szczegółowo opracowany w programie „60 minutes”
na kanale TV- CBS nadawanym w dniu 22 listopada, 2009. Każdy człowiek w obliczu
naturalnej śmierci woli być w domu wśród swoich. Niestety wielu niepotrzebnie
spędza ostatnie dni życia w szpitalu i podlega niekończącej się ilości zabiegów
diagnostycznych i przedłużających życie na kilka tygodni, dni, lub nawet tylko
godzin.
W roku 2008 w USA program opieki społecznej
nad emerytami tzw. Medicare wypłacił 50 miliardów
dolarów za opiekę lekarską i pobyt w szpitalu przez ostatnie dwa miesiące życia
emerytów amerykańskich. Jest to koszt większy niż budżet ministerstwa oświaty
lub ministerstwa bezpieczeństwa tzw. Homeland
Security.
Specjaliści pracujący w służbie
zdrowia oceniają, że około jedna trzecia tych kolosalnych wydatków płaconych
lekarzom i szpitalom nie przynosi żadnego pożytku pacjentom i wręcz przeciwnie
przyczynia się do ich poniewierki w ostatnich tygodniach życia. Rachunki
płacone przez Medicare, czyli skarb rządu federalnego
USA, prawie nigdy nie są sprawdzane, co daje okazje do nadużyć.
Wydawałoby się, że ten aspekt
służby zdrowia zorganizowanej w USA na zasadzie motywu zysku powinien być
częścią proponowanej reformy amerykańskiej służby zdrowia dyskutowanej w
Waszyngtonie w senacie i w izbie deputowanych. Obecna dyskusja parlamentarna
idzie w parze z intensywną działalnością lobbystów, którzy wydają dziennie
ponad milion dolarów w celu zachowania obecnego systemu służby zdrowia w USA,
opartej na motywie zysku.
Naturalnie korporacje
farmaceutyczne i ubezpieczeniowe należą do udziałowców, którzy kupują ich
udziały jako papiery wartościowe na giełdzie, gdzie muszą współzawodniczyć ze
wszystkimi innymi inwestycjami. Skutkiem tego współzawodnictwa firmom
ubezpieczeniowym nie opłacają się poważnie chorzy pacjenci, za których trzeba
płacić wysokie koszty leczenia.
Ten stan rzeczy prowadzi do
takich nadużyć jak na przykład, kiedy u starszej kobiety wykryto zaawansowanego
raka, jej kompania ubezpieczeniowa dowiedziała się, że osoba ta miała zabiegi z
powodu pryszczy na twarzy. Pryszcze te zostały zakwalifikowane jako
wcześniejsza choroba ukryta przed kompanią ubezpieczeniową i wobec tego
ubezpieczenie tej kobiety zostało skasowane. Dopiero osobista interwencja
wiceprezydenta Biden’a była potrzebna, żeby przywrócić
ubezpieczenie tej osoby.
Program „60 minutes”
analizuje stan 71-letniej pacjentki, którą niby ratuje od śmierci pobyt w
szpitalu, albo raczej nie pozwala jej spokojnie umrzeć. Osoba ta cierpi z
powodu komplikacji po operacji na raka oraz infekcji w szpitalu. Od tygodnia
osoba ta leży nieprzytomna na oddziale intensywnej opieki w szpitalu, kosztem
10,000 dolarów dziennie.
Wielu pacjentów leży w szpitalu
na wydziale intensywnej opieki nieraz tygodniami lub miesiącami i czeka tam na
śmierć. Według statystyk 20% Amerykanów umiera w szpitalu na wydziale
intensywnej opieki. Przed śmiercią wielu z nich jest podłączonych do kroplówki
i musi być narkotyzowana, żeby odruchowo nie wyciągnęli igły. Z tego powodu
chorzy są często krępowani do łóżka, żeby nie mogli się ruszać i sprawiać
obsłudze kłopotu. Naturalnie nikt sobie nie życzy umierać w ten sposób. Taka
śmierć przydarza się
milionom Amerykanów.
Nowoczesna medycyna praktykowana
dla zysku często utrzymuje przy życiu konających ludzi i przedłuża
niepotrzebnie naturalny proces konania. Przedłużanie agonii chorego, zatruwa ostanie dni jego życia wśród obcych szykanowanego
niepotrzebnymi mu bardzo kosztownymi zabiegami wynikającymi ze sposobu
organizowania służby zdrowia dla zysku szpitali, lekarzy i korporacji
ubezpieczeniowych. Jednocześnie trzeba pamiętać, że w USA blisko 50 milionów
obywateli nie ma w ogóle żadnego ubezpieczenia na zdrowie. Dla większości
Amerykanów ciężka choroba lub wypadek stanowią katastrofę finansową.
Większość ludzi w USA mówi w
sondażach opinii, że woli umrzeć u siebie w domu. Niestety 75% z nich umiera w
szpitalu lub domu opieki, ponieważ w obecnych warunkach jest to najłatwiej
dostępny sposób umierania w USA. Lekarzom łatwiej jest mieć pacjentów w
instytucjach raczej niż prywatnych domach, do których w USA lekarze prawie
nigdy nie chcą chodzić.
Większość lekarzy zarabia
proporcjonalnie do ilości pacjentów oraz zarobek większości szpitali też zależy
od ilości pacjentów na lóżkach szpitalnych. Jednocześnie sondaże wykazują, że
około 30% pobytów pacjentów w szpitalu nie jest uzasadnione z punktu widzenia
ich zdrowia..
Ludzie bronią się za pomocą
zaniechania ratowania ich za wszelką cenę (w USA dokument taki nazywa się „living will”). Obrona ta przeważnie nie działa, ponieważ
szpitale muszą spłacać bony oraz opłacać personel, na które to wydatki
potrzebny jest im dochód od pacjentów. Im więcej maszyn diagnostycznych szpital
posiada tym więcej badań jest potrzebnych do spłacania inwestycji w te
urządzenia. Sytuacja taka prowadzi do narzucania pacjentom niepotrzebnych im
badań i narażania ich na zakażenia bardzo częste w szpitalach w USA. Z powodu
pośpiechu pacjenci często cierpią z powodu pomyłek. Ja niedawno byłem po
operacji w szpitalu i musiałem bronić się przed pielęgniarką, która przez
pomyłkę chciała mi wstrzyknąć dużą dawkę insuliny.
Sprawa pokrywania kosztów jest
skomplikowana tym, że pacjent nie sprawdza rachunków przez ich zapłaceniem,
ponieważ rachunki te płaci ubezpieczenie społeczne lub prywatne a służba
zdrowia stara się zarobić, podczas gdy pacjent zgadza się na wszystkie zabiegi
przypisywane mu, ponieważ chce wykorzystać swoje ubezpieczenie. Jest to błędne
koło.
Niestety pod koniec życia ludziom
łatwiej jest wierzyć w cudowne wyleczenie, niż rozmawiać z rodziną na temat
przygotowań na spokojną śmierć i jednocześnie w ostatnich miesiącach życia nie
pozwalać na kasowanie ich dokumentu o zaniechaniu ratowania ich życia za
wszelką cenę.
Wielu ludziom wydaje się, że mogą
sobie przedłużyć życie, za pomocą przeszczepu np.
wątroby, nerek lub płuc, kosztem setek tysięcy dolarów. Przeszczep nerki
kosztuje około pół miliona dolarów, podczas gdy pacjent często jest zbyt słaby,
by poddać się operacji nawet wtedy, kiedy może on dostać nerkę, której jego
organizm nie będzie odrzucać. Chorzy ludzie mimo tego, że podpisują dokument o
zaniechaniu ratowania ich życia za wszelką cenę, często na łożu śmierci,
zmieniają zadanie, wobec propozycji lekarzy lub szpitala, żeby ten dokumenty
unieważnić i poddać się dalszym zabiegom i badaniom.
W przeciwieństwie do innych
państw uprzemysłowionych w USA nie ma wyraźnych ograniczeń budżetowych na
wydatki takie jak służba zdrowia. Wydatki te są ograniczane przez firmy
ubezpieczeniowe, powodowane motywem zysku, a nie stanem zdrowia poszczególnych
pacjentów. Obecnie straszy się ludzi, że po proponowanej reformie, o ich
zdrowiu może decydować biurokrata państwowy. Faktycznie takie decyzje
przeważnie pobierają obecnie biurokraci korporacji ubezpieczeniowych.
Plagą służby zdrowia w USA jest
marnotrawienie lekarstw i niepotrzebne badania oraz zabiegi w ramach tak
zwanego agresywnego leczenia pacjentów. Niepotrzebny pobyt w szpitalu często
zatruwa ostatnie dni życia człowieka w USA. Niestety w kulturze amerykańskiej
trudno jest pogodzić się z faktem, że życie każdego człowieka kończy się
śmiercią.
Ludzie starzy lub chorzy świadomi
swojej sytuacji, na ogół, z wdzięcznością przyjmują pomoc, żeby wydostać się ze
szpitala, lub z instytucji opiekuńczej i móc spędzić ostatni okres życia u
siebie w domu, wśród ich bliskich nawet wtedy, kiedy taki układ wymaga pokrycia
kosztów dodatkowej opieki w domu.
15 grudnia 2009 r. prof. Iwo Cyprian Pogonowski